31 Międzynarodowy Bieg Uliczny, Memoriał Winanda Osińskiego 2014 Szczecinek 27.04.2014r.
Oni wszyscy i ja!
Mój mąż nie jest takim fanem biegania jak ja - ja się chyba zakochałam po prostu w tej dyscyplinie. Tutaj nie liczy się to co robią inni - no może gdybym była na wyższym poziomie zaawansowania, to byłoby inaczej ... ale nie jest - kiedy biegnę, są moje nogi i jestem ja. Kiedy biegam, myślę o wielu rzeczach, śpiewam sobie w głowie, patrzę na to co mnie otacza. Kompletnie izoluję się od życia codziennego. I to mnie kręci. To jest mój azyl.
Jednak do Szczecinka pojechaliśmy we dwójkę. Ponieważ wczoraj popełniłam straszną głupotę i poszłam na pedicure, dzisiaj rano wstałam z pęcherzem na pięcie - cóż zrobić, po drodze wstąpiłam do apteki po stosowne plasterki. Po drodze zrobiłam to czego na pewno nie robią prawdziwi sportowcy - zjadłam przepysznego hot-doga na Orlenie - no głodna byłam. Taki szalony weekend, niby dużo sportu ale i też całkiem sporo zabawnych sytuacji. W Szczecinku przywitała nas dłuuuuuugaśna kolejka po pakiety, ale z godnością ja pokonałam ja oraz moje psiapsiółki biegowe. Po zjedzeniu całej biegowej paczki ciastek - była w pakiecie, więc chyba należało zjeść wszystko przed startem - udaliśmy się na rondo, gdzie rozpoczął się bieg.
To był jak dotąd najcięższy bieg dla mnie. Może dlatego, że wystartowaliśmy na końcu stawki, a początek sporo nam uciekł. Być może dlatego, że znajomi "odstawili" mnie już na czwartym kilometrze. BYĆ MOŻE. A może po prostu dlatego, że jestem w kiepskiej formie, mało biegam, a tutaj 10 km i to w cieple. Teraz już wiem, samej biegnie się ciężko :( Ja taka towarzyska jestem, lubię pogadać z innymi, pośmiać się, a tu co - do obcych ludzi na ulicy miałam suszyć klawisze? To nie w moim stylu. Po pierwszym okrążeniu chciałam zejść z trasy, ale powiedziałam sama do siebie "Dość użalania się! Nikt nie schodzi z trasy, nie zejdziesz wiec i ty", chyba podziałało, bo dobiegłam do końca. Po drodze poznałam świetną dziewczynę, z którą biegłam ostatnie 2 km. Nawiązałyśmy mała rywalizację, raz ja ją a raz ona mnie, wyprzedzałyśmy się i dzięki temu chyba dałam radę. Super. Trochę tak nie czułam się ok bo wbiegłam pierwsza na metę, ale jakież było moje zaskoczenie, gdy nowa koleżanka podeszła i pogratulowała mi ... zaprosiła mnie nawet na kolejne biegi w Pile - skąd pochodzi. Dla takich chwil właśnie biegam. Żałuję tylko, że nie wymieniłyśmy się namiarami - może spotkamy się kiedyś jeszcze :)

