wtorek, 25 marca 2014

28 Bieg Zaślubin KOŁOBRZEG

JUPI! Dałam radę! 28 Bieg Zaślubin KOŁOBRZEG za mną!
Co prawda wszystko działo się ponad tydzień temu - 16 marca, ale przydarzyło mi się cudne nartowanie zaraz po powrocie i nie miałam kiedy naskrobać.
Byłam szczerze przerażona, kiedy jechaliśmy do Kołobrzegu. A w niedzielę rano, pogoda jeszcze gorsza, zimno i mokro. Poza tym długaśne kolejki po odbiór pakietów, no czyste szaleństwo. Kiedy już spotkaliśmy znajomych, atmosfera się lekko zagęściła. My - jak zwykle, bez przygotowania i jakiegokolwiek planu na cały ten bieg, natomiast oni - skoncentrowani. 
Kiedy ogłoszono, ze już czas - szybciutko stanęliśmy w tłumie rozentuzjazmowanych ludzi po czubki głów naładowanych pozytywną energią! Kurczę, no dawno nie spotkałam tyle osób, które rozpiera energia ot tak.
HUK!
I pobiegli...a ja z/za nimi ;)
15 km! Biegłam i umierałam! Bałam się, że każdy następny kilometr może być tym ostatnim dla moich nóg, ale dzielnie się trzymałam mojego "zająca" albo kilku "uszatych", bo w sumie patrzyłam na kilka osób. Ostatnio biegam tak troszkę "zaliczając" rywali - choć nie wiem, czy mogę ich tak nazywać - sama ledwo co daję radę, ale tak to są kompani mojego biegu. Jeden był taki zabawny, krzyczał sam na siebie coś w stylu - DAJESZ! DALEJ! No każdy ma swoje sposoby. Ja wypatruję osobę w tłumie i próbuję ją dogonić, a potem następną i tak do końca. Nie zawsze mi się udaje, ale próbować zawsze warto. Podczas ciężkich metrów, powtarzałam sobie w głowie słowa koleżanki "jeśli już nie możesz, przyśpiesz, potem będzie ci lżej biec wolniej".  I tak do końca, żałowałam tylko, że nie mam czapki z daszkiem - strasznie padało mi w twarz i nie było to przyjemne!


I jeszcze ten czas - no szaleństwo!

sobota, 8 marca 2014

Dzień Kobiet Dzień Kobiet ... niech każdy się dowie!

W moim mieście, pewnie jak w wielu innych, odbyły się biegi z okazji tego podniosłego dnia - u nas imprezę nazwano "BIEG NIE TYLKO DLA KOBIET".
Niestety nie mam zdjęć z tej okoliczności, ale za to mam "rejestr" z endo :)


Może i to nie jest jakiś tam rewelacyjny wynik, ale jak dla mnie jest super! Słońce dawało w twarz, płuca nie dawały rady, ale nogi ciągnęły mnie do przodu, raz po raz!
Biegłyśmy w mini grupce i miałyśmy super doping - no czyste szaleństwo, kiedy Biegniesz, a z boku Słyszysz swoje imię! Polecam!

czwartek, 6 marca 2014

Ja - Morsik!

Halo, to ja -> Morsik!
Tak tak - bo ja to mówią, jak nie teraz to kiedy?! Najpierw potruchtaliśmy sobie zbiorowo 4,16 km, a potem jak jeden mąż wszyscy wbiegli do wody - w strojach rzecz jasna! Było zimno jak cholera! Niech nikt Was nie oszuka, nie jest łatwo...ale moment kiedy Jesteś w wodzie - no piękne uczucie, lekko szczypie ale satysfakcja gwarantowana.
Byli tacy, którzy drugi raz wbiegali do jeziora - ja jednak podarowałam sobie tą wątpliwą przyjemność. Po kąpieli, oczywiście biegliśmy dalej, do miejsca gdzie zostawiliśmy autka. Nogi odmroziły mi się gdzieś pod koniec trasy :)

Ale czy było warto? 
WARTO!

Bo czyż nie to jest sensem życia?! Aby próbować nowych rzeczy, podejmować wyzwania i uczyć się - ja tak właśnie postrzegam życie w całej jego rozciągłości

źródło: http://iskra122445.blox.pl/2011/04/mors.html