czwartek, 23 kwietnia 2015

Long time no see

Nie było mnie tutaj baaardzo długo - ale zamierzam to zmienić...mam nawet kilka zaległych postów - UWAGA - spisanych na kartkach. Bo mimo, iż nie miałam weny do pisania tutaj, to i tak czułam potrzebę przelania moich przemyśleń na coś, w tym przypadku na kartkę. Wiele się zmieniło od ostatniego razu, więc będzie się też zmieniać oblicze mojego bloga.

To tak słowem wstępu, a teraz lecę na spacer, bo pogoda za oknem jest przepiękna więc szkoda byłoby jej nie wykorzystać we właściwy sposób :)

Ciao!

Ps. Cały czas nie wiem jak to zrobić, żeby moje teksty były "ładnie" wyjustowane - jakoś nie pasują mi te pojedyncze literki zostawione na końcu linijki :( może ktoś coś wie jak to zmienić?!

piątek, 2 maja 2014

17 Bieg im. Ryszarda Targaszewskiego, 2014 Sianów

17 Bieg im. Ryszarda Targaszewskiego - 01.05.2014r. Sianów

Jakiś czas zbierałam się do opisania tego biegu ... nie, żeby z jakiegoś konkretnego powodu...tak tylko :)

ANYWAY

Sianów przywitał mnie na trasie 5km po raz drugi - pierwszy raz wydusiłam rok temu i byłam totalnie do tego nieprzygotowana. Wtedy, wystartowałam po kilku niedzielnych wybieganiach ze znajomymi, ubrana totalnie zbyt grubo i bez jakiegokolwiek rozeznania...zwyczajnie próbowałam nadążyć za innymi i bach...wtedy zajęłam 3 miejsce :)

W tym roku, marzec oraz kwiecień obfitowały u mnie w różnorodne treningi tj. narty, rower, basen no i biegi oczywiście. Dzięki temu wydawało się, że jestem dość dobrze przygotowana do wygibasów typu biegi choć poprzedni występ w Szczecinku na 10km skutecznie obnażył moje braki w tym temacie. W każdym bądź razie, w Sianowie byłam pełna zapału, chcąc poprawić wynik z poprzedniego roku. Wszystko jednak zmieniło się, gdy zobaczyłam trasę, no nie powiem lekko mnie przeraziła, piach i górki - boshe czy ja dotrwam. 
Taktyka była jedna, dotrwać do końca!
To był jeden z moich cięższych biegów do tej pory, gorąco, nogi odmawiały posłuszeństwa - chyba jeszcze pamiętały Szczecinkową dyszkę. No umęczyłam się tym biegiem. Ale na ostatnich stu może dwustu metrach kibicował mi mąż mój...i dzięki niemu udało mi się wyprzedzić jeszcze 2 osoby, w tym jak się później okazało koleżankę z teamu - no szok niesamowity.

Kiedy dotarłam do mety nic mi się nie chciało, byłam wykończona...ale poprawiłam czas o 25" od tego z poprzedniego roku - szkoda tylko, że trasa się zmieniła i ma dokładnego odniesienia.

Na koniec okazało się, że załapałam się na podium zdobywając srebro!

Tak to był udany choć bardzo trudny start.


niedziela, 27 kwietnia 2014

31 Międzynarodowy Bieg Uliczny, Memoriał Winanda Osińskiego 2014 Szczecinek

31 Międzynarodowy Bieg Uliczny, Memoriał Winanda Osińskiego 2014 Szczecinek 27.04.2014r.

Oni wszyscy i ja!

Mój mąż nie jest takim fanem biegania jak ja - ja się chyba zakochałam po prostu w tej dyscyplinie. Tutaj nie liczy się to co robią inni - no może gdybym była na wyższym poziomie zaawansowania, to byłoby inaczej ... ale nie jest - kiedy biegnę, są moje nogi i jestem ja. Kiedy biegam, myślę o wielu rzeczach, śpiewam sobie w głowie, patrzę na to co mnie otacza. Kompletnie izoluję się od życia codziennego. I to mnie kręci. To jest mój azyl.
Jednak do Szczecinka pojechaliśmy we dwójkę. Ponieważ wczoraj popełniłam straszną głupotę i poszłam na pedicure, dzisiaj rano wstałam z pęcherzem na pięcie - cóż zrobić, po drodze wstąpiłam do apteki po stosowne plasterki. Po drodze zrobiłam to czego na pewno nie robią prawdziwi sportowcy - zjadłam przepysznego hot-doga na Orlenie - no głodna byłam. Taki szalony weekend, niby dużo sportu ale i też całkiem sporo zabawnych sytuacji. W Szczecinku przywitała nas dłuuuuuugaśna kolejka po pakiety, ale z godnością ja pokonałam ja oraz moje psiapsiółki biegowe. Po zjedzeniu całej biegowej paczki ciastek - była w pakiecie, więc chyba należało zjeść wszystko przed startem - udaliśmy się na rondo, gdzie rozpoczął się bieg.
To był jak dotąd najcięższy bieg dla mnie. Może dlatego, że wystartowaliśmy na końcu stawki, a początek sporo nam uciekł. Być może dlatego, że znajomi "odstawili" mnie już na czwartym kilometrze. BYĆ MOŻE. A może po prostu dlatego, że jestem w kiepskiej formie, mało biegam, a tutaj 10 km i to w cieple. Teraz już wiem, samej biegnie się ciężko :( Ja taka towarzyska jestem, lubię pogadać z innymi, pośmiać się, a tu co - do obcych ludzi na ulicy miałam suszyć klawisze? To nie w moim stylu. Po pierwszym okrążeniu chciałam zejść z trasy, ale powiedziałam sama do siebie "Dość użalania się! Nikt nie schodzi z trasy, nie zejdziesz wiec i ty", chyba podziałało, bo dobiegłam do końca. Po drodze poznałam świetną dziewczynę, z którą biegłam ostatnie 2 km. Nawiązałyśmy mała rywalizację, raz ja ją a raz ona mnie, wyprzedzałyśmy się i dzięki temu chyba dałam radę. Super. Trochę tak nie czułam się ok bo wbiegłam pierwsza na metę, ale jakież było moje zaskoczenie, gdy nowa koleżanka podeszła i pogratulowała mi ... zaprosiła mnie nawet na kolejne biegi w Pile - skąd pochodzi. Dla takich chwil właśnie biegam. Żałuję tylko, że nie wymieniłyśmy się namiarami - może spotkamy się kiedyś jeszcze :)


czwartek, 24 kwietnia 2014

Leśna Piątka #1 Koszalin

Leśna Piątka - z czym to się je?!

Taka fajna inicjatywa koszalińskiego biegacza. Całkowicie darmowe biegi, a na dodatek po biegach jest losowanie gadżetów. Super sprawa. A wszystko profesjonalnie przygotowane. Zapisy online, numery startowe i elektroniczny pomiar czasów. I ja biorę w tym udział! Bardzo byłam cała podekscytowana tym wydarzeniem...podobnie chyba jak pozostałych 411 zawodników i zawodniczek, którzy zdecydowali się pojawić się na starcie biegu. Duzi i mali - wszyscy razem biegli w gąszczu koszalińskich drzew. U mnie jak zwykle, chwilowy zawał serca, palpitacje i brak oddechu. Ale dałam z siebie wszystko - co mogłam na tą chwilę. I to wydaje się być najważniejsze, że po biegu jestem szczęśliwa, bo wiem, że lepiej być nie mogło.
Relacje innych uczestników oraz zdjęcia, można zobaczyć tutaj: Leśna Piątka #1/6 
Już dziś planuję mój następny start w tym biegu!


A jeszcze niedawno nie mogłam przekroczyć bariery 30 minut na 5 km - zazdrościłam koleżanką, które biegały poniżej tego czasu ... a teraz i ja tak mogę! JUPI!

wtorek, 25 marca 2014

28 Bieg Zaślubin KOŁOBRZEG

JUPI! Dałam radę! 28 Bieg Zaślubin KOŁOBRZEG za mną!
Co prawda wszystko działo się ponad tydzień temu - 16 marca, ale przydarzyło mi się cudne nartowanie zaraz po powrocie i nie miałam kiedy naskrobać.
Byłam szczerze przerażona, kiedy jechaliśmy do Kołobrzegu. A w niedzielę rano, pogoda jeszcze gorsza, zimno i mokro. Poza tym długaśne kolejki po odbiór pakietów, no czyste szaleństwo. Kiedy już spotkaliśmy znajomych, atmosfera się lekko zagęściła. My - jak zwykle, bez przygotowania i jakiegokolwiek planu na cały ten bieg, natomiast oni - skoncentrowani. 
Kiedy ogłoszono, ze już czas - szybciutko stanęliśmy w tłumie rozentuzjazmowanych ludzi po czubki głów naładowanych pozytywną energią! Kurczę, no dawno nie spotkałam tyle osób, które rozpiera energia ot tak.
HUK!
I pobiegli...a ja z/za nimi ;)
15 km! Biegłam i umierałam! Bałam się, że każdy następny kilometr może być tym ostatnim dla moich nóg, ale dzielnie się trzymałam mojego "zająca" albo kilku "uszatych", bo w sumie patrzyłam na kilka osób. Ostatnio biegam tak troszkę "zaliczając" rywali - choć nie wiem, czy mogę ich tak nazywać - sama ledwo co daję radę, ale tak to są kompani mojego biegu. Jeden był taki zabawny, krzyczał sam na siebie coś w stylu - DAJESZ! DALEJ! No każdy ma swoje sposoby. Ja wypatruję osobę w tłumie i próbuję ją dogonić, a potem następną i tak do końca. Nie zawsze mi się udaje, ale próbować zawsze warto. Podczas ciężkich metrów, powtarzałam sobie w głowie słowa koleżanki "jeśli już nie możesz, przyśpiesz, potem będzie ci lżej biec wolniej".  I tak do końca, żałowałam tylko, że nie mam czapki z daszkiem - strasznie padało mi w twarz i nie było to przyjemne!


I jeszcze ten czas - no szaleństwo!

sobota, 8 marca 2014

Dzień Kobiet Dzień Kobiet ... niech każdy się dowie!

W moim mieście, pewnie jak w wielu innych, odbyły się biegi z okazji tego podniosłego dnia - u nas imprezę nazwano "BIEG NIE TYLKO DLA KOBIET".
Niestety nie mam zdjęć z tej okoliczności, ale za to mam "rejestr" z endo :)


Może i to nie jest jakiś tam rewelacyjny wynik, ale jak dla mnie jest super! Słońce dawało w twarz, płuca nie dawały rady, ale nogi ciągnęły mnie do przodu, raz po raz!
Biegłyśmy w mini grupce i miałyśmy super doping - no czyste szaleństwo, kiedy Biegniesz, a z boku Słyszysz swoje imię! Polecam!

czwartek, 6 marca 2014

Ja - Morsik!

Halo, to ja -> Morsik!
Tak tak - bo ja to mówią, jak nie teraz to kiedy?! Najpierw potruchtaliśmy sobie zbiorowo 4,16 km, a potem jak jeden mąż wszyscy wbiegli do wody - w strojach rzecz jasna! Było zimno jak cholera! Niech nikt Was nie oszuka, nie jest łatwo...ale moment kiedy Jesteś w wodzie - no piękne uczucie, lekko szczypie ale satysfakcja gwarantowana.
Byli tacy, którzy drugi raz wbiegali do jeziora - ja jednak podarowałam sobie tą wątpliwą przyjemność. Po kąpieli, oczywiście biegliśmy dalej, do miejsca gdzie zostawiliśmy autka. Nogi odmroziły mi się gdzieś pod koniec trasy :)

Ale czy było warto? 
WARTO!

Bo czyż nie to jest sensem życia?! Aby próbować nowych rzeczy, podejmować wyzwania i uczyć się - ja tak właśnie postrzegam życie w całej jego rozciągłości

źródło: http://iskra122445.blox.pl/2011/04/mors.html