Od Nowego Roku, wraz ze znajomymi
robimy sobie długie wybiegania. No nie zawsze to wychodzi, bo to weekend
wiec czas wyjazdów, przejazdów i przyjazdów, czasami niestety i
choroby. Tym razem podtrzymaliśmy tradycję wraz z mężem i pobiegliśmy.
Spokojnie, bez przyśpieszeń...tak, żeby powoli przyzwyczajać organizm do
dłuższego czasu kiedy jesteśmy w ruchu. Było bardzo przyjemnie, słonko
świeciło mi w buzię, chyba pierwszy taki prawdziwie wiosenny dzień. Jak
wróciliśmy do domku było super, czułam się wypoczęta i taka
przewietrzona, nawet pamiętałam o złotej zasadzie rozciągania się po
biegach i chłodzenia podczas kąpieli/prysznicowania się.
I klops.
Kolano,
a raczej miejsce pod kolanem boli mnie trzeci dzień - nie jest to
jakiś straszny ból, a raczej niekomfortowa sytuacja - nie mogę do końca
zgiąć/wyprostować nogi. Być może panikuję, ale Dr Google mi powiedział,
że z takim rzeczami nie warto ryzykować. Ten tydzień oficjalnie pauzuję,
w przyszłym tygodniu idę do ortopedysty (ortopeda+sadysta) - pewnie
zwyczajnie mnie wyśmieje...i na to liczę! - który może powie co jest nie
halo i co mam zrobić, żeby to się nie pogorszyło.
Tyle nabiegałam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz