wtorek, 18 lutego 2014

Długie wybieganie i ... klops

Od Nowego Roku, wraz ze znajomymi robimy sobie długie wybiegania. No nie zawsze to wychodzi, bo to weekend wiec czas wyjazdów, przejazdów i przyjazdów, czasami niestety i choroby. Tym razem podtrzymaliśmy tradycję wraz z mężem i pobiegliśmy. Spokojnie, bez przyśpieszeń...tak, żeby powoli przyzwyczajać organizm do dłuższego czasu kiedy jesteśmy w ruchu. Było bardzo przyjemnie, słonko świeciło mi w buzię, chyba pierwszy taki prawdziwie wiosenny dzień. Jak wróciliśmy do domku było super, czułam się wypoczęta i taka przewietrzona, nawet pamiętałam o złotej zasadzie rozciągania się po biegach i chłodzenia podczas kąpieli/prysznicowania się. 
I klops.
Kolano, a  raczej miejsce pod kolanem boli mnie trzeci dzień - nie jest to jakiś straszny ból, a raczej niekomfortowa sytuacja - nie mogę do końca zgiąć/wyprostować nogi. Być może panikuję, ale Dr Google mi powiedział, że z takim rzeczami nie warto ryzykować. Ten tydzień oficjalnie pauzuję, w przyszłym tygodniu idę do ortopedysty (ortopeda+sadysta) - pewnie zwyczajnie mnie wyśmieje...i na to liczę! - który może powie co jest nie halo i co mam zrobić, żeby to się nie pogorszyło.

Tyle nabiegałam


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz