Postanowiłam zacząć w końcu
pedałować...póki co nie mam super wyczynowego roweru, ale moja miejska
"koza" jest jak to ujął mój mąż rowerowym Harley'em. Siedzi się mega
wygodnie i nie przeszkadza mi fakt, że ma 5 przerzutek.
Ponieważ
pogoda ostatnimi dniami jest przepiękna i wręcz zachęca do spędzania
czasu poza domem (dlatego siedzę przed komputerem i piszę),
postanowiliśmy odkurzyć mojego elopsika i starego górala w celu
poczynienia rowerowej wycieczki.
Oczywiście
nie udało się przejść przez etap przygotowań bez fatali, a to pompka
okazała się nie taka, a to mój stary góral za mały na Miśka...no nic
pojechaliśmy. Słuchajcie, polecam gorąco! Cudnie się spaceruje rowerami,
podziwia przyrodę, rozmawia ... było świetnie. I to wczesnowiosenne
słońce!
To
nasze poczynania - no bez szału, ktoś powie, ale - nie chodzi o czas
lecz o fakt. Nawet kolano mnie nie bolało. Wiele wiele przyjemności!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz