środa, 5 lutego 2014

Pakiet startowy

Z blogiem czekałam mnóstwo czasu...jestem już trzeci tydzień na diecie (zaczęłam ją dokładnie w poniedziałek 20 stycznia 2014r.) i radzę sobie z nią chyba dość dobrze. W międzyczasie powoli zaczynam przyzwyczajać organizm do różnego rodzaju rozruchu.
DIETA
Dietetyk ze mnie żaden...nie radzę sobie ze zdrowym odżywianiem - zwyczajnie jadam nieregularnie no i na zasadzie napadów głodu, wciągając co znajdę na swojej drodze. Co więcej nie potrafię pilnować się, aby moje odżywianie choć trochę przypominało regularność.
Dlatego właśnie postanowiłam zwrócić się do specjalisty. Standardowo, pomysł dojrzewał we mnie aż w końcu byłam gotowa. Na początku roku zrobiłam sobie wszystkie wyniki - były dobre, a potem udałam się do Pani Dietetyk, która mnie zważyła, a jej magiczna waga powiedziała ile mam mięśni, kości, wody itd w sobie - wyniki nie takie straszne pomyślałam..ale diagnoza mnie lekko przeraziła. Moje ciało ma 15 lat więcej niż wskazuje na to moja data urodzenia :-( To chyba ostatni moment, aby wziąć się w garść! No nic, dostałam dietę tygodniową, którą miałam wprowadzić i stosować przed dwa kolejne tygodnie. Tak też zrobiłam - nie było źle! Dużo zielonego, warzyw, owoców...duże porcje jedzenia. Szczególnie zaskoczyły mnie kolacje, gdyż to tej pory nie zjadałam tak dużych porcji, a wręcz unikałam tych posiłków. Po dwóch tygodniach - 4 kg! 
RUCH
Jak wyżej pisałam...powoli przyzwyczajam organizm do ruchu.
Owszem, miałam wcześniej wiele podejść do biegania, a raczej truchtania, ale były to całkiem nieregularne występy. Teraz mam co najmniej dwa dni biegające w tygodniu, no i minimum 1 dzień na pływalni i 1 dzień w siłowni - razem cztery różne aktywności, co mam nadzieję będzie się rozrastać i ewoluować do większej aktywności. Planuję też wystartować w kilku biegach w tym roku...o czym zapewne nie raz jeszcze napiszę tutaj. Tymczasem chciałabym pochwalić się moim małym sukcesem w postaci utraty paru parametrów :-D





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz